środa, 31 lipca 2013

Witam, Witam END Witam!

No dobra, więc może na początek będę tłumaczyć się dlaczego mnie tutaj tyle nie było. No więc, to będzie bardzo proste wytłumaczenie. Mianowicie, SZKOŁA. Tak, tak wiem teraz jej[na szczęście] nie ma, ale wcześniej dawała nieźle popalić. Powodem też było to że kompletnie nie wiem co mam tutaj wstawiać żeby was nie zanudzać. Swoją drogą i tak wiem, że już nikt nie czyta mojego powiedzmy bloga. To zacznę od tego co u mnie.Aktualnie mam wakacje, jak zawsze nudne, no ale jednak wakacje. Dzisiejszą noc spędziłam pod namiotem. Oczywiście nie zmrużyłam oka ani na chwile, ponieważ zawsze są ważniejsze rzeczy do roboty :D. Nie śpię już 24 godziny, więc mogę pisać bzdury.  Nie czuję kręgosłupa, ale to szczegół.  Oczy mi się zamykają, ale przezwyciężam to kawą i zieloną herbatą, i jak na razie powiedzmy że daję radę. W każdym bądź razie to było przygotowanie na Wooda. Oczywiście tam będzie o wiele lepiej, no ale przygotowanie musi być ;). No to tak na kompletne rozbudzenie KLIK

Żegnam się z wami, no i do zobaczenia! ;)

piątek, 15 lutego 2013

Powrót.

Więc w ferie wreszcie znalazłam dla was czas. Zaczęły się dość nudno. Ale wczoraj zyskały najzajebistszych (tak wiem że takiego słowa nie ma) ferii w moim dość krótkim życiu. A to z takiego powodu że spełniło się jedno z moich największych marzeń. Mianowicie, uczestniczyłam w koncercie, mojego odwiecznego idola, najlepszego gitarzysty pod Słońcem- Slasha. Był to najlepszy dzień w moim życiu. Co prawda nie byłam jakoś blisko sceny, ale sam fakt że widziałam go, i to jeszcze na żywo wzbudzało we mnie duże emocje. Teraz niestety cierpię na tak zwaną "depresje po koncertową" która jak dla mnie nie jest przyjemna. A zaczęła się w momencie kiedy na scenie rozbrzmiewały ostatnie dźwięki "Paradise City". W Spodku panowała wtedy niesamowita atmosfera- wszyscy wstali zaczęli klaskać w rytm piosenki (z resztą przez cały koncert tak było, ale przy tym utworze były emocje nie do opisania). Kiedy nagle wszyscy przebudzili się z trwającego 2 godziny "snu". Gdy usłyszeliśmy słowa Slasha: "See next time"oraz gdy cały zespół ukłonił się, wiedzieliśmy że to niestety koniec niesamowitego widowiska, czas wracać do szarej rzeczywistości. Miejmy nadzieję że Slash i reszta "kolegów" zapamiętają ten koncert na zawsze i jeszcze do nas powrócą. Nie wiem dlaczego ale kiedy napisałam ten wpis moja "depresja" trochę się zmniejszyła, może to także za sprawą uspokajającej mnie muzyki-gustuję w ostrzejszych jak wiecie brzmieniach, ale ta mnie urzekła. Led Zeppelin- czyli klasyka rocka, oraz Rainbow, jak dla mnie trochę mniej znane ale jakże dobre, szczególnie dobre na mój dzisiejszy humor.